🐻❄️ Jak Odejść Od Żony Z Dzieckiem
Początkujący. Posty: 6. Odszedłem od żony i zabrałem dziecko co dalej ? Dzień dobry, 2 miesiące temu zabrałem 2 letnie dziecko i się wyprowadziłem od żony która od roku znecala się nad demna psychicznie oraz dochodziło do znecania się fizycznego gdzie małe dziecko brało w tym udział patrząc i słuchając niejedno krotnie
1. Zacznij od siebie. Na placach zabaw mnóstwo jest rodziców, którzy wpatrzeni w swoje smatfony nie zauważają, że dziecko woła ich do wspólnej zabawy. Kiedy jesteś z dziećmi – bądź z nimi. Odłóż, a najlepiej ścisz lub wyłącz telefon. Zastanów się czy zawsze musisz być dostępny/a, czy musisz odbierać każdą rozmowę w
W jednej z nich nr 0115-KDIT2.4011.916.2020.1.MD z dnia 16.03.2021 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej jasno wskazał, że Wnioskodawczyni nie posiada statusu osoby samotnie wychowującej dziecko, ponieważ pozostaje w związku z małżeńskim, tym samym nie może dokonać wspólnego rozliczenia z dzieckiem, pomimo okoliczności
„Miał odejść od żony, a zdradził mnie. Dlaczego? Od tamtego czasu prawie obsesyjnie o nich myślę. O niej i o nim. Jak się śmieją, kochają, obrażają i przepraszają. Jak siedzą, jedzą, kładą się razem spać. To ja miałam być żoną, a teraz jestem zdradzoną kochanką”.
O zasiłek opiekuńczy z tytułu sprawowania opieki nad zdrowym dzieckiem do ukończenia 8 lat może wystąpić pracownik w przypadku porodu lub choroby żony, która stale opiekuje się dzieckiem, jeżeli poród lub choroba uniemożliwia sprawowanie opieki albo małżonek stale opiekujący się dzieckiem przebywa w stacjonarnym zakładzie
Temat: Jak dowartościować siebie gdy mąż nie widzi we mnie Dziękuje przeczytałam wszystkie wpisy. Nie jest łatwo odejść od kogoś kogo się kocha. Razem z męzem mamy kredyt mieszkaniowy nie było by to takie proste.
Jeszcze inna ma rodzinę: dom, męża, dzieci. Nie zamierza z tego rezygnować, brakuje jej jedynie odrobiny ekscytacji, dreszczyku zakochania z początków znajomości. W przypadku Marty to się po prostu stało. Niczego nie planowała, pewnego dnia spotkała mężczyznę, który poruszył jej serce.
Asysta zorganizowana zostanie analogicznie jak dla dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Na trasach z Włoch, dzieci poniżej 14 roku życia podróżujące samodzielnie, muszą przedstawić w check-in deklarację podpisaną przez obojga rodziców wydawaną przez każdy urząd policji we Włoszech. Bagaż, przewóz wózków i innych akcesoriów
Jak się zakochasz i będziesz z żoną to mimo pewności, że z nią nie chcesz być presja żony, dzieci, otoczenia będzie dobijająca. W efekcie ja i tak wolałem odejść ale wypracowanie porozumienia ze zdradzoną choć nie fizycznie żoną, dziećmi będącymi po stronie żony na pewno była trudniejsza od odejścia bo się nam ,,nie
l9DYkUw. LillAnn1 25 października 2012, 22:03 Już od na prawdę wieeelu miesiecy zastanawiam się,czy odejść od niego...I nie chodzi tu o to,że raz zachował się jak świnia i mam na niego focha...Jak świnia zachowuje się każdego dnia i niejednokrotnie mogliście to sobie poczytać w moim pamietniku..A odkąd urodził nam się synek,jest jeszcze gorzej...Przestał kompletnie się starać,kompletnie mnie zauważać,mówić cokolwiek co jest przychylne czy miłe..Jak się go pytam czy smakuje ci obiad,to tylko burknie,ze tak...sam w życiu nie powie...ale nie daj B. niech no mi obiad nie wyjdzie(co się zdarza rzadko bo ponoć świetnie gotuję),to da mi to bardzo dobitnie i boleśnie odczuć...nie pocieszy,ze następnym razem mi się uda,tylko podniesionym głosem oznajmia-nie będę tego jadł!!! A jak zachoruję to jest dopiero dramat...jakiś czas temu tak mnie coś ścieło...wymiotowałam,wszystko mnie bolało,gorączka wysoka,dreszcze,zawroty głowy....ledwo mogłam usiasć,przewracałam się wstając,byłam słaba i sama nie wiedziałam co mi było mowy abym zajęła się małym,byłam nieobecna co usłyszałam?"Kurwa to co ja ci poradzę?Nie wezmę wolnego bo rozworzę ludzi".Obdzwonił swoją mamę,szefową(bardzo dobrze żyjemy z nią).Kuzynkę i sama nie wiem kogo jeszcze aby tylko ktoś mnie zabrał do lekarza...On przecież nie mógł wziąć wolnego bo by tam umarli bez niego...wystarczyłoby tylko aby rano ludzi porozwoził do pracy,a po 17 ich porozwoził do domu...to jakieś 30-40 minut max,jakoś bym się małym zajęła przez tak krótki czas...W końcu i jego brat i kuzynka pomogli mi się dowlec do lekarza a jego mam zajęła sie w tym czasie naszym dzieckiem....Chwała mu za to,że mama się zlitowałą bo on sam przecież był niezastąpiony w pracy...ciekawe co by zrobili gdyby jemu samemu coś się stało i nie mógł by ich nawet rozwieść...bidulki:/O urlopie nie ma mowy bo to taki przykładny pracownik jest i woli wziąć za urlop pieniądze,niż spędzić z nami choćby jeden dzień...Każdy nasz dzień wygląda tak samo...Ja z dzieckiem w domu,każdego dnia muszę pozamiatać podłogi bo w tych naszych 40 metrach kwadratowych to się tak cholernie szybko syfi,ze to bania mała...wszystko na kupie to nie dziwne...Każdego dnia muszę myć naczynia,zrobić obiad iść z małym na dwór...a jak czegoś nie zrobię bo nie miałam na to czasu/siły/ochoty,to usłyszę,ze jestem brudasem i że jeszcze tylko tu brakuje nasrać na środku...no taki pedancik mi się trafił do cholery..Hrabia po pracy to jak każdy facet przecież ogrooooomnie zmęczony i zasługuje na:postawiony obiadek pod nos z moim uśmiechem na ustach bo przecież to dla mnie nagroda...czy smakuje to nie usłyszysz ewentualnie,że nie dobre to usłyszysz dobitnie...Potem sobie siada na laptopa i po internecie buszuje...Allegro,Odkrywca,WP,Onet i wszystkie inne bzdety...Słowem sie nie mogę odezwać bo usłyszę,że mu się należy bo chce sobie odpocząć bo się najebałem w pracy....Z dzieckiem się nie pobawi bo zmęczony.....do mnie sie nie przytuli bo zmęczony a jak go poproszę czy się już wkurzę i powiem,że może by zauważył,ze też tu jestem czy mnie przytulił to jeszcze usłyszę "o huj ci chodzi" albo "znowu się przypierdalasz" -dosłownie,takimi słowami...Jemu się po prostu należy odpoczynek bo on się taaak napracował...Mi należy się tylko milczeć i dawać mu jeść,uprać majtki i skarpetki i przynieść je ze strychu...milczeć bo Hrabia zmęczony...nie pretensjować-bo Hrabia po pracy zmęczony....nie czepiać się go,nie narzekać bo mam jak w masełku..Czego ty chcesz od tego chłopa?-wszyscy mnie pytają...nie pali,nie pije,nie chodzi po knajpach,nie gra w kasynach,każdy grosz do domu przynosi,koło domu wszystko robi,pracowity,dobrze zarabia i na nic mi nie brakuje...No ideał kurwa!!!Tylko ja wymyślam....Ja się czepiam bez powodu,ze przy obcych ludziach na mnie klnie,że mnie wyzywa,że mówi do mnie "rusz pizdę"...Że do swojej byłej żony odzywa się lepiej niż do mnie a przecież tak strasznie mnie kocha-jak twierdzi...To ja się bez powodu czepiam,że jak przyjdzie po pracy to siada przed komputerem lub telewizirem,nie jednokrotnie na przywitanie nie dając nawet marnego buziaka....czepiam się go,ze potem nie przytuli,nie zapyta jak mi minął dzień,nie powie nigdy nuc miłego,nie pochwali nigdy za nic za to wytknie mi błędy do żywego...Ja się czepiam,ze na słowo "Ślub" ciągle słyszę jeszcze nie czas i że on sie tak strasznie zawiódł na swojej byłej zonie,że teraz się boi...Ale my do cholery mieszkamy razem prawie od 4 lat,mamy prawie 2 letnie dziecko...zna mnie dobrze,na tyle dobrze,aby wiedzieć czy ja jestem "tą" czy nie a nie mnie zbywa ciagle....Ja wiem,że jestem źle traktowana,że siedzę tu i gniję na tej zapyziałej wiosce,dostaję już do głowy bo nie umiem tak żyć,ja jestem z miasta,duzego tutaj chodzę w wieśniackich ubraniach,z tłustą głową,nie uczesana i nieumalowana bo po co?dla kogo?Tutaj jeszcze mi doszedł kolejny obowiązek...teraz jak "teściówka" poszła do pracy,to ja musze rozpalać w piecu w kotłowni aby w centralnym było ciepło...muszę wyjąć popiół,potem przynieść z komórki węgla i drzewa na rozpałkę...czuję się jak śmieć bo nie umiem się przestawić na taki tryb życia...pochodzę z miasta,nam grzeja grzejniki....a tutaj muszę sama w kaloszach w jakichś wieśniackich spodniach od dresu bo szkoda upaprać jeansów...Już może nie tyle chodzi o to,ze z miasta przyszłąm na wieś i nikt nie potrafi zrozumieć,ze ja nie umiem się przestawić na te wiejskie życie,ze sie tu duszę bo nie ma gdzie iść nawet na spacer z dzieckiem,ze nie ma tu zoo,kin czy teatrów,galerii handlowych czy czegokolwiek co jest w mieście....ale najbardziej chodzi o to,jak jestem traktowana...Ja się nie daję...serio...jestem zodiakalnym bykiem,nie daję sobie dmuchać w kaszę...ale porywam się z motyką na słońce bo on dobrze wie,że ja nie mam gdzie iść,za co żyć..ze boję się znów zaczynać wszystkiego od nowa...boję się,ze juz mnie nikt nie zechce,ze nie jestem dość łądna i warta czegokolwiek...Nie mam kompletnie wiary w siebie...ciągle czuję,ze nie jestem dla niego ani ładna ani zgrabna...warczę na synka,ciągle krzyczę i już wiem,ze ja mam depresję,chodzę smutna,ciągle płaczę,nie mam na nic ochoty,nic mnie nie cieszy...ten związek mnie dobija,jest toksyczny...ale jestem też od niego uzależniona na wielu płaszczyznach...mam teraz dziecko i sprawa nie jest taka prosta...nikt nie wynajmie mieszkania samotnej matce...będą sie bać,ze nie bedę miała z czego zapłacić....ja sama się o to boję...a ceny wynajmu choćby rudery to jakaś masakra...tu u nas 700-800zł...nie dam rady z dzieckiem za 1500 brutto....i on dobrze o tym wie....nie docenia mnie wcalea wręcz przeciwnie a jak mam o coś pretensje,nie wytrzymuję już,wybucham to tylko słyszę,że nikt mnie na siłę nie trzyma,że droga wolna,że mogę znaleźć sobie kogoś,kto mnie bedzie jak ksieżniczkę traktować...A co ja do cholery nie zasługuję na bycie ksieżniczką?Zasługuję na bycie nikim?Gdyby znalazł się ktoś,kto by mi podał rękę...głównie w sprawie mieszkania jakiegoś taniego to pracę bym sobie znalazła,małego do żłobka oddała...coś bym pokombinowała....ja wiem,ze musze odejść...z drugiej strony czuję zazdrość na myśl,ze mogłaby tutaj mieszkać za jakiś czas inna kobieta,że mógłby się z inną spotykać,ze "to wszystko" już nie byłoby moje..Nadal go kocham i pewnie dlatego nie mam sił aby cokolwiek ze swoim życiem robić...tylko pogłębiam się w moich czarnych demonach i depresji,która rozwija się z prędkościa światła...kiedyś bym wżyciu nie pomyślała,ze coś moze mi sie nie udać,ze nie dam rady,że jestem brzydka czy nie fajna.....teraz przez ten zwiazek czuję,ze nie jestem warta niczego i nic mi się nie należy i nic nie uda....moja samoocena siega powoli dna...i tylko drobne,przyjemne zdarzenia jak podryw na dyskotece przez mężczyznę czy oczko chłopaka w autobusie jakoś mnie jeszcze trzymają przy życiu.... Jenna92 25 października 2012, 22:08 sporo tego do czytania,, ale powiem tak,pomyśl o dziecku. Porozmawiaj z nim. Jak nic nie da - odejdź. Dołączył: 2012-08-26 Miasto: Liczba postów: 28755 25 października 2012, 22:09 Powinnaś na początek mu pokazać, że może Cie stracić, bo pewnie myśli, że już Cie ma i nic nie musi robić. Ja bym się spakowała i wyniosła na kilka dni tak bez słowa. Jak zacznie o Ciebie zabiegać to jest nadzieje, że coś się zmieni, a jak nie to odejść na dobre. Bo takie życie to nie życie ;/ Dołączył: 2012-08-26 Miasto: Liczba postów: 28755 25 października 2012, 22:11 " mężczyźni nie reagują słowa, a na brak kontaktu " porozmawiać sobie może...to ignorant powie, ze znow się przypieprza KtoPytaNieBladzi 25 października 2012, 22:12 ty chcesz jeszcze wziąć z nim ślub ? niezła jesteś ; D ogólnie to sama sobie takiego wybrałaś... spojrzenia obcych facetów trzymają cię przy życiu ? widać od razu jakim typem osoby jesteś "muszę pozmywać naczynia, pozamiatać" - no wielką łaskę robisz, nie pracujesz to się domem zajmij u siebie też sprzątam często, bo w syfie żyć też nie lubię. "muszę napalić w piecu " - nie, nie musisz księżniczko palić w piecu, może ci tyłek marznąć. Może dlatego facet cię tak traktuje jak traktuje. ktoś cię utrzymuje, daje dom i jedzenia a tobie przeszkadza to, że musisz pozamiatać czy obiad zrobić? chciałabyś leżeć i pachnieć i upajać się spojrzeniami innych mężczyzn ? no nie bądź żałosna. Edytowany przez KtoPytaNieBladzi 25 października 2012, 22:14 LillAnn1 25 października 2012, 22:14 dokładnie,powie,ze znów sie czepiam...:(Nie mam sił,a przede wszystkim nie mam co zrobić,gdzie iść...Bo to,że muszę coś zrobić to wiem.. LillAnn1 25 października 2012, 22:16 ty chcesz jeszcze wziąć z nim ślub ? niezła jesteś ; D ogólnie to sama sobie takiego wybrałaś... spojrzenia obcych facetów trzymają cię przy życiu ? widać od razu jakim typem osoby jesteś "muszę pozmywać naczynia, pozamiatać" - no wielką łaskę robisz, nie pracujesz to się domem zajmij u siebie też sprzątam często, bo w syfie żyć też nie lubię. "muszę napalić w piecu " - nie, nie musisz księżniczko palić w piecu, może ci tyłek marznąć. Może dlatego facet cię tak traktuje jak traktuje. ktoś cię utrzymuje, daje dom i jedzenia a tobie przeszkadza to, że musisz pozamiatać czy obiad zrobić? chciałabyś leżeć i pachnieć i upajać się spojrzeniami innych mężczyzn ? no nie bądź żałosna. nie zrozumiałaś chyba..ja na prawdę mogę to wszystko robić,ale niech ktoś doceni cokolwiek co robię,niech mnie zauważy a nie mija bokiem...niech czasem podziękuje za ten obiad,ja umiem podziękować,ze cos dla mnie zrobi,zachwycać się jak wymieni żarówkę,podziekować,ze tyle dla nas robi...nie dostaję niczego w zamian...kompletnie....zwiazek to symbioza...a co do pieniedzy...ja mam swoje i nikt mnie nie utrzymuje....ale nie na tyle aby uniezależnić sie od niego tak w 100%...Dziękuję,ze wyraziłaś swoje zdanie-masz do niego prawo... Edytowany przez LillAnn1 25 października 2012, 22:22 Dołączył: 2011-09-23 Miasto: Wyspa Nieznana Liczba postów: 4364 25 października 2012, 22:16 rozmowa-psycholog- albo zmiana albo siebie, dla dziecka.....mimo,zę On pracuje nie może Cie tak jaka to miłość w jego gestach i zachowaniu. LillAnn1 25 października 2012, 22:21 Adorinka napisał(a):rozmowa-psycholog- albo zmiana albo siebie, dla dziecka.....mimo,zę On pracuje nie może Cie tak jaka to miłość w jego gestach i o to mi chodzi...tak sie nie traktuje kogoś,kogo sie ponoć kocha... Dołączył: 2009-07-09 Miasto: Hfj Liczba postów: 1222 25 października 2012, 22:23 "ktoś cię utrzymuje, daje dom i jedzenia a tobie przeszkadza to, że musisz pozamiatać czy obiad zrobić? chciałabyś leżeć i pachnieć i upajać się spojrzeniami innych mężczyzn ? no nie bądź żałosna."co nie zmienia faktu że żaden palant nie ma prawa traktować swojej partnerki i matki swojego dziecka w upadlający sposób. autorko - odejdź - są światy lepsze niż twój. Edytowany przez yabuk 25 października 2012, 22:25
fot. Adobe Stock, Art_Photo Tego dnia, kiedy mój starszy brat oznajmił, że chce wystąpić o rozwód, omal z krzesła nie spadłam. Po czterdziestu latach zgodnego małżeństwa? Zwariował? – Opamiętaj się, człowieku! Macie dorosłe dzieci, wnuki, czegoś się dorobiliście. Chcesz wszystko zrujnować? – próbowałam przemówić mu do rozumu. – Całe moje życie to ruina! – wybuchnął Heniek. – Niech się zawali do reszty… Spojrzałam na brata i zachciało mi się płakać. Dopiero teraz dostrzegłam, jak bardzo się postarzał – oczy podkrążone, cera ziemista, policzki zapadnięte. – Czy ty aby chory nie jesteś? – spytałam z troską. – Posunąłeś się jakoś… – Czego się czepiasz?! – zezłościł się jak zwykle, kiedy ktoś go przypierał do muru. – Nie wszyscy tak mnie widzą! Niektórym się nawet podobam. Tu cię mam, bratku! Od razu pomyślałam, że za tym wszystkim stoi jakaś baba! I miałam rację. Ale z moim bratem trzeba ostrożnie. Jak się zatnie, nic z niego nie wyduszę. Więc udawałam głupią i drążyłam dalej. Doniosła na niego sąsiadka – Heniutku, po co te nerwy? – spytałam i pogłaskałam go po dłoni. – Martwię się o ciebie. – Jestem dorosły – odparł nieco udobruchany. – Wiem, co mam robić. Życie ucieka, a ja go nawet nie posmakowałem. Tylko robota, Zośka i dzieciaki! Mam tego serdecznie dość. Gdy wyszedł, upiekłam szarlotkę na kruchym spodzie. Ulubione ciasto Zosi, mojej bratowej. Nie odbierała telefonu, więc wzięłam szarlotkę i poszłam. Na szczęście otworzyła drzwi. – Już wiesz? – zapytała na mój widok. – Inaczej byś nie przyszła. – Wiem – westchnęłam. – To znaczy, domyślam się. Niby wszystko było jak zwykle: Zosia rozłożyła serwetki i talerzyki, zaparzyła kawę. Jednak w jej oczach widziałam łzy, a pod oczami wory. Nawet nie spróbowała mojego ciasta. – Gdybym ja przewidziała, po co on tak lata na ten bazarek! – zaczęła w końcu. – Wszystko w domu jest: i warzywa, i kartofle, i jabłka, a Heniek: „Pójdę, zobaczę, co tam mają nowego”. Ja, głupia, cieszyłam się, że tak mu zależy na domu, i chce mnie odciążyć. Więc znikał na całe godziny z moim błogosławieństwem! – Nie mogłaś z nim iść? – Oglądałam seriale… Zresztą, teraz jestem mądra. A wtedy nawet mi do głowy nie przyszło, że on romans kręci na boku. – Jak się dowiedziałaś? – Od sąsiadki. Przyszła i mówi: „Pani mąż sobie upodobał lewy stragan w bocznej alei. Ciągle tam sterczy”. Machnęłabym ręką, ale to stoisko z damską bielizną. – Sprawdziłaś? – A jak! Zaraz następnego dnia. On się wygolił, skropił kolońską, buty wyglansował na lustra, choć od rana była chlapa… Wyszłam pół godziny po nim. – I co? – A siedział z nią wśród biustonoszy, halek i stringów. Nie zauważył, że jestem, dopóki nie zaczęłam wrzeszczeć. – Zrobiłaś awanturę? – nie dowierzałam własnym uszom. – I to jaką! Ludzie cyrk mieli, bo wpadłam w jakiś szał i porozwalałam te gacie po okolicy. Ona zbierała, on uciekał. Może to jednak on ma rację? Moja bratowa zawsze była porywcza i energiczna. Mogłam sobie wyobrazić tajfun, jaki rozpętała. Nawet teraz, na wspomnienie tamtej kłótni, wstała z krzesła. – Za tyle lat służby tak mi się odpłacił! – krzyknęła. – Pośmiewisko ze mnie zrobił. I dla kogo? Dla handlary z rynku! Domyśliłam się, że ta druga jest ładniejsza i młodsza. Bratowa zaczęła szlochać. – Dzieci z nim rozmawiały i tłumaczyły… Ja gadam od świtu do nocy. Kładę w ten pusty łeb, że nie warto dla byle kogo marnować życia. Nic nie pomaga. – Skąd wiesz, że tamta jest „byle kto”? Może się zakochała? – W takim dziadzie? – No, przestań. Heniek jest przystojny. Zawsze się kobietom podobał. Nie pamiętasz, jak ty kiedyś za nim szalałaś? – Kiedy to było?! Teraz jest dziad obmierzły i koniec! – fuknęła Zośka i zaraz poprosiła z płaczem: – Ela, ty też z nim pogadaj. Może ciebie posłucha? Umówiłam się więc z Heniem i prosto z mostu wygarnęłam mu, co o wszystkim sądzę. – Jesteś po sześćdziesiątce. Za jakiś czas włożysz kapcie i nie w głowie ci będą babki, nawet najpiękniejsze. Co wtedy? Brat pomilczał z wzrokiem wbitym w ścianę, jakby się zastanawiał, co powiedzieć, żeby mnie przekonać. Wreszcie oznajmił: – Ja to wszystko wiem, ale chcę spróbować. Teraz jest tak, jakbym się obudził po jakiejś chorobie. Świat jest piękny, ona jest cudna, chce mi się żyć! – A do tej pory ci się nie chciało? – A nie chciało mi się! Od dawna wszystko, co robiłem, było jak… zimny rosół. Chciałabyś do końca życia jeść zimny rosół? Zamurowało mnie. Może to mój brat ma rację? Kocham go i pragnę, żeby był szczęśliwy. Po czyjej stronie mam stanąć? Czytaj także:„Kobiety marzą o zaangażowanych ojcach, a moja żona była obrażona, że mam lepszy kontakt z córką niż ona”„Mąż przyjaciółki zwierzył mi się z kryzysu w ich małżeństwie. Byłam w wielkim szoku. Takiej Zuzy dotąd nie znałam...”„Dziadek lał babcię za byle co, tata rozstawiał mamę po kątach i ja też nie byłem święty. Wpędziłem żonę do... więzienia”
Trudne, ale czy chcesz tkwić w takim związku, w którym Twój mąż Cię nie szanuje? Jesteś jego żoną i matka jego dziecka, dlatego powinien Cię kochać, szanować i wspierać, na pewno nie zakazywać Ci niczego i nie obrażać Cię przy innych. Musisz z nim porozmawiać i powiedzieć mu wprost, że nie powinien Cię tak traktować i że zasługujesz na szacunek i jego odpowiednie zachowanie w stosunku do Ciebie. Powiedz, że jeśli się nie zmieni i nie będzie Cię traktował tak, jak tego oczekujesz, to odejdziesz od niego. Jeśli sytuacja się nie zmieni, powinnaś odejść i poszukać mężczyzny, który otoczy Ciebie i Twoje dziecko ciepłem i spokojem, bez kłótni i niemiłych słów w Twoim kierunku. Odejście zawsze jest trudne, bo kobiety kochają swoich mężczyzn i trudno jest im ich zostawić. Ale musisz wiedzieć, że tu chodzi o Twoje dobro i dobro Twojego synka, który nie może wychowywac się w rodzinie, gdzie tata wiecej jest za granica niz w domu a kiedy juz jest w domu, to ubliża mamie. Tak nie może byc. To, że macie dziecko wcale nie znaczy, że utrudnia czy uniemożliwia sytuacje. Pakujesz się, zabierasz dziecko do rodziców bądź do przyjaciółki i wtedy gdy Twój mąż zobaczy, że to nie żarty może się zmieni - wtedy warto dac szansę. Jeśli nie, piszesz podanie o mieszkanie dla matki z dzieckiem i na pewno taki przydział dostaniesz. Pomoże Ci opieka społeczna i urząd miasta czy urząd gminy, który powinien dać Ci miejsce, gdzie będziesz mogła spokojnie mieszkać z dzieckiem i spokojnie przemyśleć sobie kwestię Twojego małżeństwa. Matka z dzieckiem ma wiele praw i nigdy nie zostaje sama. Jest wiele kobiet w podobnej sytuacji i radzą sobie naprawdę dobrze. Najwazniejsze abyś była szczęśliwa i dlatego musisz zmienić swoje życie. Podaję Ci ejszcze nuemry telefonów, pod które możesz zadzwonić i uzyskać szczegółowe informacje jak postępowac w takiej sytuacji: DLA KOBIET W CIĄZY I MATEK MAŁYCH DZIECI tel. 022 635 10 11 poniedziałek - piątek w godz. - # Biuro interwencji tel. 022 635 30 92 w godz. - DLA KOBIET tel. 022 635 93 92 Wsparcie Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny poniedziałek - piątek w godz. – CENTRUM PRAW KOBIET tel. 022 652 01 17 w godz. - RUCH POMOCY RODZINIE tel. 022 621 03 67 poniedziałek - piątek w godz. - DLA OSÓB W TRUDNEJ SYTUACJI ŻYCIOWEJ tel. 022 828 12 95 Biuro Porad Obywatelskich poniedziałek w godz. - wtorek - piatek w godz. - Powodzenia!
jak odejść od żony z dzieckiem