🪼 Pada Śnieżek Pada Od Samego Ranka

Działo się to, działo w bardzo wielkim borze. Krasnal się położył spać na muchomorze. Grzyby prędko rosną, gdy deszcz ciepły pada. - Jak z tej góry zejdę? Ach, kłopot nie lada! Powracamy od samego ranka 394 views, 0 likes, 0 loves, 0 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Łap Ciuszek: Dzień Dobry Nasi Ukochani Klienci ! Powracamy od samego ranka z Naszymi super nowościami ,które już od 747 views, 54 likes, 10 loves, 2 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Bieszczady dniem i nocą: Dziś cały dzień sypało. Bieszczadnicy niewiele sobie robią z powrotu zimy ;-) #Bieszczady Odpowiedzi na zagadki dla dzieci. 1 – Jeż 34- Żabka 67 – Poduszka. 2 – Sójka 35 – Perkoz 68 – Bocian. 3 – Bóbr 36 – Brzoza 69 – Kamień. 4 – Rak 37 – Mak polny 70 – Jaskółka. 5 – Wiewiórka 38 – Język 71 – Samochód. Aleeee słońce od samego ranka! ☀️☀️☀️ Nasza podopieczna Synthia mówi, że w Fort- Dauphin dzisiaj też dość ciepło, a swoim uśmiechem chciałaby Was Pada śnieżek ️ Robi się zimowo temperatura porządnie spadła, wieje i zaczął padać śnieg Nie szkodzi to jednak w byciu najsłodszą przylepą w 101 views, 4 likes, 4 loves, 4 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Prywatna Szkoła Muzyczna I st. w Rumi: KONCERT SEMESTRALNY "MUZYCZNA GALERIA" "Pada śnieżek biały, jest świąteczny 282 views, 6 likes, 0 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Toyota & Lexus Romanowski Radom: Śnieżek pada a wyprzedaż rocznika 2018 trwa Zapraszamy do salonu ️ ️ ️ Od samego rana tylko grzmi i pada deszcz u was tez tak?hehe A ja w drodze do Maxton Design na skan auta I działamyyy Dobrego Dnia mordeczki! V9D9. Piosenka „Pada śnieżek” (muz. Adam Skorupka sł. Dorota Gellner) Pada śnieżek, pada śnieżek, już ze śniegu mam kołnierzyk, białe uszy i policzki, i śniegowe rękawiczki. Pada śnieżek, pada śnieżek, już ze śniegu mam kołnierzyk i guziki, i rękawy oraz lewy but i prawy. Refren Pada śnieżek jak szalony z lewej strony, z prawej strony, raz za nami, raz przed nami, zasypuje nas płatkami! Pada śnieżek, pada śnieżek, już ze śniegu mam kołnierzyk, białe uszy i policzki, i śniegowe rękawiczki. Pada śnieżek, pada śnieżek na szalika żółty brzeżek i na czapkę moją pada, bardzo mi to odpowiada! Refren Pada śnieżek jak szalony z lewej strony, z prawej strony, raz za nami, raz przed nami, zasypuje nas płatkami! A jak padać nie przestanie, zobaczycie, co się stanie będzie kino nie z tej ziemi! Nos w marchewkę mi się zmieni! „ Bałwanki” autor B. Forma Ulepiły dzieci małego bałwanka stoi sam przed domem od samego ranka. Idzie Grześ do szkoły, przystanął na chwilkę i szybciutko ulepił śniegową dziewczynkę. Potem Zosia z Kasią chociaż się spieszyły dwa średnie bałwany prędko ulepiły. W południe Rafałek i mała Agata ulepili bałwankom milutkiego brata. Ile tych bałwanków ulepiły dzieci? Policzcie, nim stopnieją gdy słońce zaświeci. Piosenka w j. angielskim What Do You Want To Be? (sł. Katarzyna Niemiec, muz. Miłosz Konarski) What? What do you want to be?/ dzieci rozkładają ręceWhat? What? What do you want to be? /dzieci rozkładają ręceI want to be a teacher. /3× / dzieci w dowolny sposób pokazują zawódHow about you?/ pokazujemy na pozostałe dzieciWhat? What? What do you want to be?/ dzieci rozkładają ręceWhat? What? What do you want to be?/ dzieci rozkładają ręceI want to be a doctor. /3×/ dzieci w dowolny sposób pokazują zawódHow about you?/ pokazujemy na pozostałe dzieci Tłumaczenie: Kim? Kim? Kim chcesz być? Kim? Kim? Kim chcesz być? Chcę być nauczycielem. /3× A ty? Kim? Kim? Kim chcesz być? Kim? Kim? Kim chcesz być? Chcę być lekarzem. /3× A ty? *W następnych zwrotkach słowo a doctor zastępowane jest kolejno następującymi nazwami zawodów: a pilot, a singer, a fireman, a cook. * pilot, piosenkarka, strażak, kucharz. WARSZAWA NAKŁADEM I DRUKIEM M. ARCTA 1905. Дозволено Цензурою. Варшава, 20 іюля 1904 года. Słówko wyjaśnienia od kompozytora. Gdy wszędzie, osobliwie zaś w Anglii i Niemczech, istnieją całe tomy piosenek dla dzieci, gdy najpoważniejsi kompozytorowie, jak F. Kiel, K. Reinecke. W. Taubert, poświęcali się od czasu do czasu tej nowej a tak sympatycznej gałęzi literatury muzycznej, u nas zrobiono w tym kierunku bardzo niewiele. Niełatwem było zadanie autorów niniejszego Śpiewnika: szło bowiem o to, aby nadać mu cechę odrębną, aby nie wpaść w naśladownictwo obczyzny. Zadanie to szczęśliwie rozwiązała znakomita poetka, zawarłszy szereg natchnionych obrazków przyrody naszej w jedną całość, przez co zachęciła do odpowiedniego podkładu muzycznego. Nie należy Śpiewnika z powodu tytułu „dla dzieci“ uważać za zbiór piosenek jedynie najłatwiejszych. Byłoby błędem pedagogicznym utrzymać pół setki numerów na jednakowym stopniu trudności, albowiem i wiek dziecięcy przedstawia również rozmaitość rozwoju. Dziełko to zatem przeznacza się dla dzieci od lat 6-ciu do 14-stu. Charakter poezyi nie dozwolił trzymać się takiego porządku, aby numer I-szy był najłatwiejszym, a ostatni najtrudnieszym. Dlatego więc należy się pewna wskazówka rodzicom i nauczycielom, w jakim porządku młode pokolenie piosenek uczyć powinni. I. Dla najmłodszych, lub najmniej rozwiniętych muzykalnie, odpowiedniemi są N-ra 6, 19, 31, 30, 14, 11, 9, 8, 4, 15. II. Po dobrem wyuczeniu się powyższych piosenek, można przystąpić do nauki dalszej, niby stopnia średniego. Tu odpowiednie są N-ra 2, 1, 3, 10, 16, 18, 20, 50, 23, 24, 33, 37, 38, 39, 40, 46, 47, 48. III Pozostałe pieśni, zarówno co do treści wiersza, jak i muzyki, należy dawać dzieciom od lat 12 do 14. Pewną część piosenek ułożyłem na dwa głosy, choć można je śpiewać i jednogłosowo. Aby jednak przyzwyczaić dzieci do śpiewu dwugłosowego, należy przedtem je umuzykalniać przez wprawianie ich do czystego i dokładnego śpiewania unisono. W każdym razie starałem się ułatwić zadanie przewodników, dodając w towarzyszeniu fortepianowem melodyę piosenki, i to prawie we wszystkich numerach. Miałem tu także na celu i możność wykonywania śpiewek jako drobnych utworów fortepianowych, co dla dzieci grających na tym instrumencie powinno być korzyścią i uciechą. W zakończeniu muszę jeszczę wyjaśnić kwestyę prozodyi muzycznej, różniącej się czasami od poetyckiej. Autorka wierszy trzymała się niejednokrotnie ilości zgłosek, zmieniając miarę. W prozodyi muzycznej zmiana ta wychodzi nader ostro, z powodu niemożności zastąpienia mocnych części taktu przez słabe. Ratowałem się tedy często albo synkopami, albo też wznoszeniem interwału, co w znacznej części zastępuje część mocną taktu. W dłuższych wszakże wyrazach, jak czterogłoskowe, trzeba było poświęcać ścisłe prawidło, dla zachowania łatwego rytmu, którego zmiany zbytecznie utrudniałyby naukę. Oddając Śpiewnik do użytku ogółu, szczęśliwym będę, jeżeli ta drobna praca znajdzie oddźwięk w niewinnych serduszkach młodego pokolenia i czemkolwiek przyczyni się do rozbudzenia w niem wzniosłych uczuć i ukształcenia jego charakteru. Przedmowa do wydania drugiego. Powodzenie, jakie towarzyszyło ukazaniu się „Śpiewnika dla dzieci“, było najlepszym dowodem potrzeby tego wydawnictwa. Po wyczerpaniu pierwszego nakładu, twórcy tego dzieła otrzymywali z różnych stron żądania, aby „Śpiewnik“ wyszedł w drugiem wydaniu, gdyż młode pokolenie nie może się obejść bez nauki śpiewu, a więc i bez odpowiednich piosenek. Niniejsza tedy książka w tem nowem wydaniu zawiera w sobie wszystkie 50 pieśni bez zmiany wierszy. Twórca muzyki przejrzawszy troskliwie melodye, uznał jedynie tylko Nr. 44 „Skowronek“ za nieodpowiedni dla wieku dziecinnego, ze względu na zbyt trudne towarzyszenie i melodyę mniej przystępną. Piosenka ta więc otrzymała nowy, łatwiejszy podkład muzyczny, co wyjdzie bez wątpienia na pożytek wydawnictwa. Wszystkie inne piosenki pozostały bez zmiany. ZIMA. Zła zima. Hu! hu! ha! Nasza zima zła! Szczypie w nosy, szczypie w uszy, Mroźnym śniegiem w oczy pruszy, Wichrem w polu gna! Nasza zima zła! Hu! hu! ha! Nasza zima zła! Płachta na niej długa, biała. W ręku gałąź oszroniała. A na plecach drwa... Nasza zima zła! Hu! hu! ha! Nasza zima zła! A my jej się nie boimy. Dalej śnieżkiem w plecy zimy, Niech pamiątkę ma. Nasza zima zła Ślizgawka. Równo, równo, jak po stole, Na łyźewkach w dal... Choć wyskoczy guz na czole, Nie będzie mi żal! Guza nabić — strach nie duży. Nie stanie się nic: A gdy chłopiec zawsze tchórzy. Powiedzą, że fryc! Jak powiedzą, tak powiedzą, Pójdzie nazwa w świat; Niech za piecem tchórze siedzą, A ja jestem chwat! Wiatr. — Czego ty jęczysz, ty bujny wietrze I czego tak zawodzisz? Czemu nie siedzisz w chateczce swojej, Tylko po polu chodzisz? — Oj! tego jęczę, tego zawodzę, Moje ty drogie dziecię, Że nie mam chatki, rodzonej chatki I tułam się po świecie. Zmarźlak. A widzicie wy zmarźlaka, Jak się to on gniewa; W ręce chucha, pod nos dmucha, Piosenek nie śpiewa. — A czy nie wiesz, miły bracie, Jaka na to rada, Gdy mróz ściśnie, wicher świśnie. Śnieg na ziemię pada? Oj nie w ręce wtedy dmuchaj, Lecz serce zagrzewaj. Stań do pracy, jak junacy I piosenki śpiewaj! Rzeka. Za tą głębią, za tym brodem, Tam stanęła rzeka lodem; Ani szumi, ani płynie, Tylko duma w swej głębinie: Gdzie jej wiosna. Gdzie jej zorza, Gdzie jej droga Het do morza? Oj ty rzeko, oj ty sina Lody tobie nie nowina; Co rok zima więzi ciebie Co rok wichry mkną po niebie. Aż znów przyjdzie Wiosna hoża, I popłyniesz Het do morza. Nie na zawsze słonko gaśnie, Nie na zawsze ziemia zaśnie, Nie na zawsze więdnie kwiecie, Nie na zawsze mróz na świecie. Przyjdzie wiosna. Przyjszie hoża, Pójdą rzeki Het do morza! Zajączek. Nasz zajączek w boru spał Aż tu z hukiem wypadł strzał! Pif paf! Pif paf! Aż tu z hukiem wypadł strzał Nasz zajączek na bok szust! Skręcił młynka, zapadł w chrust! Hej! ha! Hej! ha! Skręcił młynka, zapadł w chrust! Nasz zajączek cały drży, A tu w boru gonią psy. Ham! ham! Ham! ham! A tu w boru gonią psy. — Źle, zajączku, z tobą, źle, Do pogrzebu szykuj się. Bim! bam! bim! bam! Do pogrzebu szykuj się! — Jeszcze mi ten miły świat, Jeszczem sobie pożyć rad... Myk! smyk! Myk! smyk! I zgubiły pieski ślad! Gwiazdka. O gwiazdeczko złota, Gwiazdko ukochana! Wyglądaliśmy cię Od samego rana. Wyglądaliśmy cię Drobnemi szybkami, Rychło się ukażesz Wysoko nad nami. Świeci się choinka, Mateczka nas ściska: — Ot tobie koniczek, Ot tobie kołyska. A ty, sieroteńko, Co stoisz za drzwiamu, Otrzyj łezki z oczu, Pójdź i ciesz się z nami. Jest tu i dla ciebie Miejsce wśród gromadki. Wszyscyśmy dziś bracia Dieci jednej matki. Choinka w lesie. A kto tę choinkę Zasiał w ciemnym lesie? — Zasiał ci ją ten wiaterek, Co nasionka niesie. — A kto tę choinkę Ogrzał w ciemnym boru? — Ogrzało ją to słoneczko Z niebieskiego dworu. — A kto tę choinkę Poił w ciemnym gaju? — Jasne ją poiły rosy I woda z ruczaju. — A kto tę choinkę Wyhodował z ziarna? — Wychowała Ją mateńka Ziemia nasza czarna. Kolędnicy. A ten chudy Janek Po ulicy chodzi Z trzejkrólową gwiazdą Kolędników wodzi. Hej! Trzejkrólowa gwiazda Zaświeci w okienko Kolędnicy hukną Wesołą piosenką. Hej! Kolęda, kolęda, Wesoła nowina! A pójdźcież się ogrzać Bliżej do komina. Hej! Trzejkrólowa gwiazda, A po niej zapusty; Nie boj się ty, Janku, Będziesz jeszcze tłusty. Hej! Taniec. Dalej raźno, dalej w koło, Dalej wszyscy wraz! Wszak wyskoczyć i zaśpiewać Umie każdy z nas. Graj nam skrzypku krakowiaka, A zaś potem kujawiaka I mazura graj! Jak się dobrze zapocimy, To polskiego się puścimy, Toż to będzie raj! Dalej raźno, dalej w koło, Dalej wszyscy wraz! Wszak wyskoczyć i zaśpiewać Umie każdy z nas. Sanna. Jasne słonko, mroźny dzień, A saneczki deń, deń, deń, A koniki po śniegu Zagrzały się od biegu. Jasne słonko, mroźny dzień, A saneczki deń, deń, deń, A nasz Janek w złym sosie, Bo gila ma na nosie. Śnieżyca. Zahuczały, zaświstały Wichry w srebrny róg; Leci, leci tuman biały, Aż na chaty próg. Na tej chaty próg lipowy, Co ochrania nas, Co otula nasze głowy W złej śnieżycy czas. A ja stoję u okienka, A ja patrzę w dal; Milknie, cichnie ma piosenka, Serce chwyta żal. Oj nie jedna tam sierota Na tem zimnie drży! Wiatr chuściną biedną miota, A mróz ścina łzy... Oj ty, chato nasza droga, Rozszerz ściany swe! Pójdź, sieroto, dziecię Boga, My utulim cię! WIOSNA. Powitanie wiosenki. Leci pliszka Z pod kamyszka: — Jak się macie dzieci! Już przybyła Wiosna miła Już słoneczko świeci! Poszły rzeki W kraj daleki. Płyną het do morza; A ja śpiewam, A ja lecę Gdzie ta ranna zorza! W polu. Pójdziemy w pole, w ranny czas; — Młode traweczki, witam was! Młode traweczki zielone, Poranną rosą zroszone. Długoście spały twardym snem, Pod białym śnieżkiem, w polu tem; Teraz główeczki wznosicie, Bo przyszło słońce i życie. Wierzba. Kocanki, kocanki, Gałązka wierzbowa! Rozwinęła nam się Ta palma kwietniowa. Rozwinęła nam się Nad tą bystrą wodą, Zapachniała wiosną, Kwietniową pogodą! Nasza czarna jaskółeczka. Nasza czarna jaskółeczka Przyleciała do gniazdeczka Przez daleki kraj, Bo w tem gniazdku się rodziła, Bo tu jest jej strzecha miła, Bo tu jest jej raj! A ty, czarna jaskółeczko, Nosisz piórka na gniazdeczko, Ścielesz dziatkom je! Ścielże sobie, ściel, niebogo, Chłopcy pójdą swoją drogą, Nie ruszą go, nie! Bocian. Bociek, bociek leci! Dalej, żywo dzieci! Kto bociana w lot wyścignie, Temu kasza nie ostygnie. Kle, kle, kle, kle, kle. Bociek dziobem klaska: — Wyjdźcież, jeśli łaska! Niech zobaczę, niech powitam, Niech o zdrowie się zapytam. Kle, kle, kle, kle, kle! — A ty boćku stary, Piórek masz do pary; Żaby je liczyły w błocie, Naliczyły cztery krocie. Kle, kle, kle, kle, kle! Nim skończyły liczyć, Już je zaczął ćwiczyć. — Oj bocianie, miły panie, Miejże dla nas zmiłowanie! Kle, kle, kle, kle, kle! Wielkanoc. Święcone jajeczko, Śliczna malowanka! Śpiewam sobie, skaczę sobie Od samego ranka. Wesoły dzień nastał, Zadźwięczały dzwony! Kołem, kołem boróweczki, Jak wianek zielony. Ścielże się, obrusie, Jako śnieżek biały; Mojej mamy rączki drogie Ciebie rozkładały. Rozkładały ciebie Na tym długim stole, Żeby było dla sierotki Miejsce w naszem kole. Śmigus.. Panieneczka mała Rano dzisiaj wstała: Śmigus! śmigus! Dyngus! dyngus! Bo się wody bała. Panieneczka mała W kątek się schowała: Śmigus! śmigus! Dyngus! dyngus! Bo się wody bała. Panieneczka mała Sukienkę zmaczała: Śmigus! śmigus! Dyngus! dyngus! Choć się wody bała. Maciuś. A po łące, po zielonej, Maciuś owce gna; Na wierzbowej fujareczce Żałośliwie gra. Dla Boga! Żałośliwie gra. — A i zkądże ty, Maciusiu, Tę fujarkę masz, Że tak na niej, za owcami, Żałośliwie grasz? Dla Boga! Żałośliwie grasz? — Oj wyciąłem ją, paniczu, Z krzywej wierzby tej, Co wyrosła na mogile Matuleńki mej. Dla Boga! Matuleńki mej. Żuczek. Wyszedł żuczek na słoneczko W zielonym płaszczyku. — Nie bierz-że mnie za skrzydełka, Miły mój chłopczyku. — Nie bierz-że mnie za skrzydełka, Bo mam płaszczyk nowy; Szyły mi go dwa chrabąszcze, A krajały sowy. Za to im musiałem płacić Po dwanaście groszy, I jeszczem się zapożyczył U tej pstrej kokoszy. Jak uszyły, wykroiły, Tak płaszczyk za krótki; Jeszcze im musiałem dodać Po kieliszku wódki. Kukułeczka. Po tym ciemnym boru Kukułeczka kuka, Z ranka do wieczoru, Gniazdka sobie szuka. Kuku! Kuku! Gniazdka sobie szuka. — A ty kukułeczko, Co na drzewach siadasz, Jakie ty nowiny W lesie rozpowiadasz? Kuku! Kuku! W lesie rozpowiadasz? Leciałam ja w maju, Z ciepłego wyraju, Zagubiłam w drodze Ścieżynę do gaju! Kuku! Kuku! Ścieżynę do gaju! Zagubiłam ścieżkę Do gniazdeczka mego, Teraz latam, kukam, Ot już wiesz dla czego, Kuku! Kuku! Ot już wiesz dla czego. Zielone Świątki. Nasza izba umajona, Tatarakiem obstawiona, Tatarakiem, wodną trzciną I czeremchą i kaliną, Zielone Święta La, la, la! Zielone Święta La, la, la, la! Maju, maju, świeży gaju, Pachniesz ty dziś w całym kraju, Niosą chłopcy gałązeczki, Wiją wianki panieneczki, Zielone Święta La, la, la! Zielone Święta La, la, la, la! Jabłonka. Jabłoneczka biała Kwieciem się odziała; Obiecuje nam jabłuszka Jak je będzie miała. Mój wietrzyku miły, Nie wiej z całej siły, Nie otrącaj tego kwiecia, Żeby jabłka były. LATO. Kosiarze. Brzęczą kosy w łące, Brzęczą, pobrzękują, Kosiarze się śpieszą; Bo południe czują. Uwijaj się raźno Ostra moja koso: Nim wysieczem po las Obiad nam przyniosą. Pot otrzemy z czoła, A zaś z kosy trawę, Zasiądzięm pod gruszą Cienistą murawę. A tu słonko patrzy Na naszą robotę I otwiera z dziwu Swoje oczy złote. Cichy wieczór. Cichy wieczór już zapada, Zgaśnie zorza wnet, A pod lasem, pod olszowym, Słychać rżenie, — het! Siwy konik tam się pasie, Siwy konik moj, Jest tam łączka z drobną trawką, Jest kryniczny zdrój! Siwy konik rży po łące, Rozlega się głos; Leci echo od olszyny Polem pełnym ros. A miesiączek cicho wstaje, Lipa sypie kwiat. Cudnaż, cudna, noc ta letnia, Cudny jest ten świat! Marzenie chłopca. A jak ja urosnę, Sprzęgnę wołki siwe, Będę orał, zaorywał Tę pszeniczną niwę. A jak ja urosnę, Wezmę złote ziarno, Będę siewał wczesną wiosną Ziemię naszą czarną. A jak ja urosnę, Nie poskąpię ręki, Będę kosił bujną niwę I śpiewał piosenki. Oj ty bujna niwo, Ty pszeniczne pole, Nie żal tobie pracy naszej, Ni potu na czole! Wianki. A ta modra rzeka Ogniami się pali; Wesoła drużyna Płynie po jej fali. Wesoła drużyna Chwyta kwietne wieńce, Co je zaplatały Tych panieniek ręce. Na wysokim brzegu Panieneczka stała, Modremi oczkami Na wianek patrzała. Płyńże, mój wianeczku, Po tej bystrej fali, Póki się ten ogień Świętojański pali. Płyńże, mój wianeczku, Do brzegu drugiego, Pytaj się tam ludzi O braciszka mego. Mój braciszek miły Wędruje po świecie, A ja mu posyłam To różane kwiecie. Sobótka. Świętojański wieczór Uciecha dla dziatwy; Zapaliły już ogniska Te flisacze tratwy. Idzie płomień w górę, Sobótka się pali, Sypie iskry szczerozłote Po tej modrej fali. A ten stary flisak Poprawia ognisko; Pal się, pal się, ty sobótko, Bo Warszawa blizko. Sobótko, sobótko, Nocy świętojańska, Widać ciebie od Warszawy Do samego Gdańska. Poranek. Minęła nocka, minął cień, Słoneczko moje, dobry dzień! Słoneczko moje kochane, W porannych zorzach rumiane! Minęła nocka, minął cień, Niech się wylega w łózku leń, A ja raniuchno dziś wstanę, Zobaczę słonko rumiane. Ogródek. W naszym ogródeczku Są tam śliczne kwiaty: Czerwone różyczki I modre bławaty. Po sto listków w róży, A po pięć w bławacie; Ułożę wiązankę I zaniosę tacie. A tata się spyta: — Gdzie te kwiaty rosną? — W naszym ogródeczku, Gdziem je siała wiosną. W lesie. Zawitał nam dzionek I pogodny czas. Pójdziemy, pójdziemy Na jagody w las. Na jagody, Na maliny, Na czarniawe Te jeżyny. Pójdziem, pójdziem w las! — A ty, ciemny lesie, A ty lesie nasz! A zkądże ty tyle Tych jagódek masz? I poziomki I maliny I czernice, I jeżyny. A skądże je masz? — Uderzyły deszcze, Przyszło słonko wraz; Zarodziła ziemia W dobry, błogi czas. Te jagody, Te maliny, Te czernice, Te jeżyny, W dobry, błogi czas. Jaskółka. Czarna jaskółeczka Do gniazdeczka leci. — Pi! pi! pi! pi! Krzyczą głodne dzieci. Czarna jaskółeczka Robaczki przynosi. — Pi! pi! pi! pi! Każde o nie prosi. Czarna jaskółeczka Karmi dziatki swoje. — Pi! pi! pi! pi! Krzyczy wszystko troje! Czarna jaskółeczka Po muszki znów leci. — Pi! pi! pi! pi! Krzyczą głodne dzieci. Pszczółki. Brzęczą pszczółki nad lipiną Pod błękitnem niebem; Znosz w ule miodek złoty, Będziem go jeść z chlebem. A wy, pszczółki pracowite, Robotniczki boże! Zbieracie wy miody z kwiatów Ledwo błysną zorze. A wy pszczółki, robotniczki, Chciałbym ja wam sprostać, Rano wstawać i pracować, Byle miodu dostać! Tęcza. — A kto ciebie, śliczna tęczo, Siedmiobarwny pasie, Wymalował na tej chmurce, Jakby na atłasie? — Słoneczko mnie malowało Po deszczu, po burzy: Pożyczyło sobie farby Od tej pełnej roży. Pożyczyło sobie farby Od kwiatków z ogroda; Malowało tęczę na znak, Że będzie pogoda! Dzień dobry. Zaszumiało nasze pole Złotą pieśnią zbóż; Wschodzi, wschodzi śliczne słonko Wśród różanych zórz. Wschodzi, wschodzi złotą drogą Nad ten ciemny las, A skowronek z gniazdka leci, Piosnką budzi nas. Dobry dzień ci, wiosko miła, Drogi domku, ty! I wy świeżo rozkwitnione Pod okienkiem bzy. Dobry dzień wam, dobrzy ludzie, Co idziecie w świt, Z jasną kosą na ramieniu, Miedzą pośród żyt. Dobry dzień wam, lasy ciemne, Stojące we mgle, I ty mały skowroneczku, Co zbudziłeś mnie! JESIEŃ. Żniwa. Przepióreczka się odzywa, Idą, idą, polem żniwa, Brzęczą sierpy, brzęczą kosy, Ciężkie ziarnem lecą kłosy. Dana! Da-dana! A ode wsi słychać śpiewki, Śpieszą chłopcy, śpieszą dziewki, Niosą grabie, w pole dążą, Za żeńcami snopy wiążą. Dana! Da-dana! Co powiążą ciężkie snopy, To składają je na kopy; Dobra ziemia, łaska boża, Będzie chlebek z tego zboża. Dana! Da-dana! Derkacz. A w tem gęstem życie derkacz sobie siedzi, Płacze, lamentuje i bardzo się biedzi. — Już kosiarze brzęczą w kosy, Gdzież ja pójdę nagi, bosy! Der, der, der, der, der, der... — A idźże w pszeniczkę, bo jeszcze zielona, Jeszcze i za tydzień nie będzie koszona. — Nim przeniosę graty, dzieci, To i tydzień jak nic zleci. Der, der, der, der, der, der.. — A idźże w ten jęczmień, w jęczmień ten zielony, Jeszcze i za miesiąc nie będzie koszony. — Kiedy jęczmień wąsem rusza, Aż truchleje we mnie dusza. Der, der, der, der, der, der... — A idźże w te owsy, co się późno kłoszą, Stamtąd cię kosiarze nie prędko wypłoszą. — Kiedy owies trzęsie kłosy, Za kark mi natrzęsie rosy. Der, der, der, der, der, der... Deszczyk. Mój deszczyku, mój kochany, Nie padajże na te łany, Nie padajże na te kopy, Bo my dzisiaj zwozim snopy. Wio, koniki, wio! Bokiem, bokiem, za obłokiem Idzie chmurka raźnym krokiem; A my chmurkę wyprzedzimy, Wszystkie snopy pozwozimy. Wio, koniki, wio! Spojrzę w górę, klasnę z bata, Już i chmurka się rozlata, Jasne niebo nad głowami, Białe pyły za wozami. Wio, koniki, wio! Dożynki. Mamuniu! Tatuniu! Otwierajcie wrota, Niosą nam tu wieniec Ze szczerego złota! Grajże, grajku, a wesoło, Bo dziś wszyscy staniem wkoło. Plon przynieśli, plon! Przynieśli nam wieniec Z kłosów naszej ziemie, Ślicznie przewijany Wstęgami krasnemi! Grajże, grajku, a wesoło, Bo dziś wszyscy staniem wkoło. Plon przynieśli, plon! Bodaj się te ręce Z naszemi złączyły, Co ten śliczny wieniec Z złotych zbóż uwiły. Grajże, grajku, a wesoło, Bo dziś wszyscy staniem wkoło. Plon przynieśli, plon! Jesienią. Jesienią, jesienią Sady się rumienią: Czerwone jabłuszka Pomiędzy zielenią. Czerwone jabłuszka, Złociste gruszeczki Świecą się, jak gwiazdy, Pomiędzy listeczki. — Pójdę ja się, pójdę, Pokłonić jabłoni, Może mi jabłuszko W czapeczkę uroni! — Pójdę ja do gruszy, Nastawię fartuszka, Może w niego wpadnie Jaka śliczna gruszka! Jesienią, jesienią Sady się rumienią: Czerwone jabłuszka Pomiędzy zielenią. Orzeszki. Dalej, śmieszki, na orzeszki, Dalej razem w las! Już leszczyna się ugina, Woła, woła nas. My, leszczyno, ci ulżymy, W to nam, w to nam graj! Wnet orzeszkom poradzimy, Tylko nam je daj! A kto trafi na świstaka, Tego smutny los! Tylko próchno i tabaka, Co nie idzie w nos! A kto trafi na dwojaczki, Ten powiedzie nas. Dlaej, śmieszki, na orzeszki, Dalej, dalej w las! Grzyby. Pogodna zorza z wieczoru, Pójdziem na grzyby do boru, Pójdziem do boru na rydze, Ale nie damy Jadwidze. Nasza Jadwiga leniwa, Tylko jej głowa się kiwa, Nie chce do boru kosza nieść, Nie będzie z nami grzybów jeść. Skowronek. Skowroneczek śpiewa Nad tą cichą niwą; Orzcie, wołki siwe, Prosto, a nie krzywo. Orzcie wołki siwe, Na ten chleb razowy, Na ten chlebek żytni, Czarny, ale zdrowy. Skowroneczek śpiewa, Wiszący pod niebiem; Daj nam Boże razem Przełamać się chlebem. Chlebem się przełamać, Kąskiem choć ostatnim, Dobrem się podzielić słowem I uściskiem bratnim! Sokół. Poczerniało niebo, Poczerniało pole; — A gdzie lecisz, odlatujesz, Siwy mój sokole? Czy lecisz za góry, Czy za morze sine, Za tem słonkiem, za tem złotem, W weselszą gościnę? Weselszą gościnę Znajdziesz sobie wszędzie; Lecz za cichą wioską naszą Tęskno tobie będzie. Co spojrzysz za siebie, To serce zasmucisz, Aż się z nową wiosną do nas I do gniazdka wrócisz. Młocka. Łupu, cupu! łupu, cupu! Cepami w stodole; Poczerniało, posmutniało Nasze czyste pole. Łupu, cupu! łupu, cupu! Tęgo bijmy w snopy! Będziem mieli z tej pszeniczki Po dwa korce z kopy. Łupu, cupu! łupu, cupu! Aż ręce ustały; Ta pszeniczka, sandomierka, Słynie na świat cały! Odlot. A te dzikie gąski, Na zachód leciały, W zimnej rosie nocą Pióreczka maczały. A te dzikie gąski Pióreczka zgubiły, Z onej to żałości, Że nas porzuciły! Na pastwisku. Siny dym się wije, Pod lasem, daleko; Tam pastuszki ognie palą I kartofle pieką. A Żuczek waruje, Łapy sobie grzeje; Krówki ryczą, porykują, Dobrze im się dzieje. — A mój Żuczku miły, Obszczekuj od szkody, Bo jak wyjdzie pan ekonom, Będąż tobie gody! Świerszczyk. Wicher wieje, deszcz zacina, Jesień, jesień już. Świerka świerszczyk z za komina, Naszej chatki stróż. Świerka świerszczyk co wieczora I nagania nasL — Spań już dzieci, spać już pora, Wielki na was czas! — Mój świersczyku, bądźże cicho, Nie dokuczaj nam. To uparte jakieś licho, Śpijże sobie sam! A my komin obsiądziemy Dokolutka wnetm Słuchać będziem tego dziadka, Co był w świecie — het! Siwy dziadek wiąże sieci, Prawi nam aż strach! A tu wicher wskroś zamieci Bije o nasz dach! Dziadek dziwy przypomina, Prędko płynie czas; Próżno świerszczyk z za komina Do snu woła nas! Dobranoc. Dobranoc, ty wiosko, Dobranoc, kochana! Oj będziesz ty spała Do nowego rana. Do nowego rana, Co wzejdzie na niebie, Kiedy nowa wiosna Znów obudzi ciebie. Dobranoc, ty wiosko, Dobranoc, kochana! Oj będziesz ty spała Do nowego rana.

pada śnieżek pada od samego ranka